Biorąc szybki łyk kawy pospiesznie wybiegłam z domu. Oczywiście jak zwykle spóźnię się do szkoły. Prawie, że galopem przebiegłam cały dystans, dzielący ten okrutny budynek i mój dom. Wpadłam do klasy dziesięć minut po dzwonku, mruknęłam pod nosem ‘przepraszam’ i usiadłam w ostatniej ławce obok Dominiki. Ta zaraz po moim rozpakowaniu się podsunęła mi karteczkę z napisem: ‘ile to się kurwa można spóźniać?’ I posłała mi wyszczerz, na który zareagowałam głupim śmiechem. Na szczęście polonistka puściła to mimo uszu. Wyciągnęłam zeszyt z rysunkami, które bazgrolę na lekcjach. Wszyscy wręcz zachwycają się moimi rysunkami a ja nie widzę w nich nic szczególnego. Zwyczajna metoda na szkolną nudę. No, ale cóż. Włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam ‘tworzyć’. Dzięki temu lekcja zleciała w oka mgnieniu. Zaczęła się przerwa, na którą czekałam od wczorajszego wieczoru. Tak bardzo tęskniłam za jego osobą. Szybko rzuciłam plecak pod klasę i poszłam usiąść na parapecie, naprzeciwko drzwi od klasy, w której miał kolejną lekcję. Siedział tam. Razem z kumplami śmiał się i wydurniał. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Chyba poczuł mój wzrok na sobie i spojrzał na mnie. Tymi swoimi pięknymi, piwnymi oczami. Poczułam motyle w brzuchu i gorąco na policzkach. Wytrzymaliśmy nadzwyczaj długo. I oczywiście ja pierwsza odwróciłam wzrok. Jak zawsze. A obiecałam sobie, że teraz to on pierwszy się speszy. Zadzwonił dzwonek, więc przerwałam moje żale. Reszta zajęć szybko zleciała. Przerwy spędzałam głównie na wypatrywaniu go, a lekcje na myśleniu o nim i rysowaniu. Jak zazwyczaj. Kocham go cholernie mocno, nakręcam się każdym jego spojrzeniem. Wiem, że kiedyś będzie mi obojętny, może mnie zrani. Ale teraz był najważniejszą osobą. W sumie, to się nie znamy. A mi to nie przeszkadza. Zadzwonił ostatni dzwonek, powoli wyszłam z sali pełnej grozy – z lekcji historii. Rozmawiając z Niką ruszyłyśmy w stronę szatni. Jak się okazało było tam małe zamieszanie. Jak się później okazało – duże. Dwóch drugo licealistów pobiło się. Nikt nie wie, o co poszło. Po obydwu przyjechała karetka. Połamali sobie nosy i tyle. Dopiero, gdy spytałam się świadków, kto się lał oniemiałam. Mój były chłopak – Daniel i mój obecny obiekt westchnień - Krzysiek. O co mogli się pobić? To pytanie dręczyło mnie całą powrotną drogę do domu. Nawet słuchawki nie pomogły, ba – o mało, co nie wpakowałam się pod auto. W końcu udało mi się dotrzeć do domu. Szybko zdjęłam kurtkę i buty, które niedbale otrzepałam z puszystego śniegu. W kuchni czekała na mnie gorąca herbata. O, jak miło. Popijając cieplutki napój rozmyślałam o tym, co stało się trochę ponad pół godziny temu. Najchętniej poszłabym do szpitala, odwiedzić Krzysia, spytać jak się czuje, poprawić kołdrę, pogłaskać po jego brązowej czuprynie, pocałować i wyjść. Najgorsza była świadomość tego, że jest to nierealne. Moje rozmyślania przerwał mój kot – Shavo, który wskoczył mi na kolana milutko mrucząc. O mało, co nie wylałabym na niego herbaty. Chwilę potem weszła do kuchni mama. Usiadła naprzeciwko mnie ze smutną miną.
– Kochanie, muszę powiedzieć ci coś ważnego. – Powiedziała smętnie.
– Kochanie, muszę powiedzieć ci coś ważnego. – Powiedziała smętnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz