czwartek, 29 marca 2012

ROZDZIAŁ PIERWSZY.


Biorąc szybki łyk kawy pospiesznie wybiegłam z domu. Oczywiście jak zwykle spóźnię się do szkoły.  Prawie, że galopem przebiegłam cały dystans, dzielący ten okrutny budynek i mój dom. Wpadłam do klasy dziesięć minut po dzwonku, mruknęłam pod nosem ‘przepraszam’ i usiadłam w ostatniej ławce obok Dominiki.  Ta zaraz po moim rozpakowaniu się podsunęła mi karteczkę z napisem: ‘ile to się kurwa można spóźniać?’  I posłała mi wyszczerz, na który zareagowałam głupim śmiechem. Na szczęście polonistka puściła to mimo uszu.  Wyciągnęłam zeszyt z rysunkami, które bazgrolę na lekcjach. Wszyscy wręcz zachwycają się moimi rysunkami a ja nie widzę w nich nic szczególnego. Zwyczajna metoda na szkolną nudę.  No, ale cóż.  Włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam ‘tworzyć’.  Dzięki temu lekcja zleciała w oka mgnieniu. Zaczęła się przerwa, na którą czekałam od wczorajszego wieczoru. Tak bardzo tęskniłam za jego osobą. Szybko rzuciłam plecak pod klasę i poszłam usiąść na parapecie, naprzeciwko drzwi od klasy, w której miał kolejną lekcję. Siedział tam. Razem z kumplami śmiał się i wydurniał.  Wpatrywałam się w niego jak w obrazek.  Chyba poczuł mój wzrok na sobie i spojrzał na mnie. Tymi swoimi pięknymi, piwnymi oczami.  Poczułam motyle w brzuchu i gorąco na policzkach. Wytrzymaliśmy nadzwyczaj długo. I oczywiście ja pierwsza odwróciłam wzrok. Jak zawsze. A obiecałam sobie, że teraz to on pierwszy się speszy. Zadzwonił dzwonek, więc przerwałam moje żale. Reszta zajęć szybko zleciała. Przerwy spędzałam głównie na wypatrywaniu go, a lekcje na myśleniu o nim i rysowaniu.  Jak zazwyczaj.  Kocham go cholernie mocno, nakręcam się każdym jego spojrzeniem. Wiem, że kiedyś będzie mi obojętny, może mnie zrani.  Ale teraz był najważniejszą osobą. W sumie, to się nie znamy.  A mi to nie przeszkadza.  Zadzwonił ostatni dzwonek, powoli wyszłam z sali pełnej grozy – z lekcji historii. Rozmawiając z Niką ruszyłyśmy w stronę szatni. Jak się okazało było tam małe zamieszanie. Jak się później okazało – duże.  Dwóch drugo licealistów pobiło się.  Nikt nie wie, o co poszło. Po obydwu przyjechała karetka. Połamali sobie nosy i tyle. Dopiero, gdy spytałam się świadków, kto się lał oniemiałam. Mój były chłopak – Daniel i mój obecny obiekt westchnień - Krzysiek. O co mogli się pobić? To pytanie dręczyło mnie całą powrotną drogę do domu.  Nawet słuchawki nie pomogły, ba – o mało, co nie wpakowałam się pod auto.  W końcu udało mi się dotrzeć do domu. Szybko zdjęłam kurtkę i buty, które niedbale otrzepałam z puszystego śniegu. W kuchni czekała na mnie gorąca herbata. O, jak miło. Popijając cieplutki napój rozmyślałam o tym, co stało się trochę ponad pół godziny temu. Najchętniej poszłabym do szpitala, odwiedzić Krzysia, spytać jak się czuje, poprawić kołdrę, pogłaskać po jego brązowej czuprynie, pocałować i wyjść. Najgorsza była świadomość tego, że jest to nierealne. Moje rozmyślania przerwał mój kot – Shavo, który wskoczył mi na kolana milutko mrucząc. O mało, co nie wylałabym na niego herbaty. Chwilę potem weszła do kuchni mama. Usiadła naprzeciwko mnie ze smutną miną. 
– Kochanie, muszę powiedzieć ci coś ważnego. – Powiedziała smętnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz