poniedziałek, 30 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ ÓSMY.

U babci spędziłam jeszcze około trzech tygodni.  Wpadłam już w niezłą monotonię, wróciłam ze szkoły i jak zawsze usiadłam obok dziadka. Chwilę później wbiegł do domu tata cały w skowronkach. Gdy zapytałam, co jest powodem jego tak wielkiej euforii wyjaśnił wszystko
– Majka, kupiłem dom, kupiłem! – krzyczał rozradowany. Szybko do niego dołączyłam. Gdy oboje ochłonęliśmy, opowiedział wszystko szczegółowo. – Będziemy mieszkać na obrzeżach twojego rodzinnego miasta, na szczęście daleko od tamtego domu. Do szkoły będziesz miała dwa kroki, ja do pracy też nie będę miał daleko.  Dom nie jest ogromny, ale dla nas w sam raz. I rozprawa sądowa za dwa tygodnie. Wszystko się ułoży, Maja. Jutro jedziemy kupić meble, odpuścisz sobie szkołę. – opowiadał z wielkim uśmiechem na ustach. Od razu postanowiłam podzielić się tym przepięknym faktem z Markiem.  Umówiliśmy się koło stawu. Z dużym entuzjazmem opowiadałam mu o tym, czego sama niedawno się dowiedziałam, ale on miał smętną minę.
– Co się dzieje? – zapytałam.
– Już się nigdy nie spotkamy – powiedział z goryczą w głosie.
– Chyba oszalałeś. – odpowiedziałam trącając go lekko w ramię. – Przecież będę przyjeżdżać do dziadków i to bardzo często, głupku. Poza tym, parapetówka, będziemy szaleć! – powiedziałam i pocałowałam go w skroń. Spotkanie zakończyliśmy dosyć szybko, bo mróz był potężny. Wróciłam do domu, wzięłam kilka łyków gorącej herbaty z cytryną i pouczyłam się chwilę. Chwila ta trwała około dziesięciu minut. Byłam zbyt podekscytowana, by się uczyć. Włączyłam laptopa i skype, by pogadać z Dominiką. Zaproponowałam, by razem ze mną i tatą pojechała jutro pomóc mi wybierać meble. Ucieszona pokiwała potakująco głową. Rozmawiałyśmy jeszcze około godziny, jak to my: o wszystkim i o niczym.  Wyłączyłam laptopa i uśmiechnęłam się sama do siebie.  Poszłam do kuchni, w której siedzieli wszyscy domownicy. Babcia piekła ciasteczka, dziadek oglądał telewizję a tata zaczytał się w katalog mebli. Wzięłam na kolana Shavo, który milutko mrucząc przeciągnął się i zasnął natychmiast. Zajrzałam przez ramię tacie, który przybliżając mi katalog i trzymając palec na pięknej szafie powiedział „hm, do salonu?”.  Nie mogłam powiedzieć nie. Pocałowałam jego policzek pokryty dwudniowym zarostem, ukradłam babci jeszcze gorące ciastko i postanowiłam iść spać, by skrócić czas oczekiwania ujrzenia nowego mieszkania.  Wzięłam zimny prysznic i szybciutko wpakowałam się do łóżka chwilę gadając przez telefon z Markiem.
– Dobranoc, siostrzyczko. – usłyszałam, rozłączyłam się, przekręciłam na bok i zasnęłam z uśmiechem na ustach.

sobota, 28 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ SIÓDMY.


Odwiesił kurtkę i wszedł za mną do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku, chwilę patrząc sobie w oczy. Po parunastu sekundach oboje wybuchliśmy śmiechem. Marek objął mnie swoim umięśnionym ramieniem i.. Energicznym ruchem potargał mi włosy. Mimo tylko paru dni znajomości pokochałam tego idiotę. Jak braciszka, którego zawsze chciałam mieć. Najfajniejsze było to, że on czuł to samo. Jestem tego w stu procentach pewna, bo sam mi to powiedział klękając przede mną z plastikowymi kwiatkami i głosząc przemowę: „i że cię będę dręczył aż do śmierci!”. Po tym jakże wzruszającym przyrzeczeniu zrobiłam nam kakao i usiedliśmy przed moim laptopem, którego do tej pory nie wyjęłam z walizki. Oboje chcieliśmy obejrzeć jakiś ciekawy film. Ja dramat a Marek komedię. Kłóciliśmy się parę minut, po czym postanowiliśmy pograć w wyścigi. Siedzieliśmy, gadaliśmy i graliśmy chyba dobre trzy godziny, w końcu wrócił do domu tata. Poszłam zapytać cóż takiego ważnego musiał załatwić, zostawiłam mojego braciszka z Shavo. Tata zrobił niepewną minę.
– Kochanie, byłem u prawnika, złożyłem papiery o rozwód i o prawo o opiekę nad tobą. – powiedział. Rzuciłam mu się na szyję całując jego zmarznięte policzki. Nagle usłyszeliśmy groźny odgłos wydany najprawdopodobniej przez Shavo.
– Ten kot to tam się samookalecza, czy co? – zapytał tata, oboje roześmialiśmy się.
– Nie – odpowiedziałam – Mam gościa – parsknęłam śmiejąc się głośno. Szybko poszłam do mojego pokoju wybadać, co się tam dzieje. Widząc najeżonego Shavo na podłodze i skulonego Marka trzymającego się za nadgarstek skomentowałam tylko tekstem: „jak dzieci” i przewróciłam oczami. Poszłam po plaster dla braciszka. Wróciłam i już miałam zakleić mu draśnięcie, które sprawił Shavo, gdy odsunął rękę. – A mama, to mnie jeszcze zawsze całuje- dodał. I tak musiałam pocałować go w nadgarstek. W tym samym czasie do pokoju wszedł tato.
– Yy, no, bo tego, dobra idę – powiedział i zamknął drzwi. Oboje roześmialiśmy się.
– Później mu wytłumaczę – powiedziałam do Marka. Przykleiłam mu plaster (z Kłapouchym, niech się cieszy), po czym musiał zmywać się do domu, bo zaczynało robić się ciemno na dworze. Biedaczek się boi, haha. Po tym jakże poetyckim popołudniu wskoczyłam pod prysznic i usiadłam jeszcze na chwilkę przed laptopem a z chwilki zrobiły się trzy godziny, bo obejrzałam w końcu film. Zmęczona położyłam się spać ostatkiem sił sprawdzając jeszcze świeżego SMSa: „idź spać, dobrej nocy: * Marek.”

___ 
dziękuję za ten zajebisty brak zainteresowania..

piątek, 20 kwietnia 2012

od siebie.

Cześć kochani. Chciałam się upewnić, czy ktokolwiek to badziewie jeszcze czyta. Wiem, sama długo nic nie dodawałam. Wybaczcie mi to. Proszę, poinformujcie mnie, czy jest sens to dalej ciągnąć.
Aha, takie notki w stylu "od siebie" będą się tu pojawiać od czasu do czasu, ponieważ chcę mieć z wami jakiś kontakt, a nie tylko dodawać rozdziały nie biorąc nic w zamian :)
Jeszcze jedno. Zabrałam się za opowiadanie o One Direction. Możliwe, że ono kiedyś pojawi się na moim kolejnym blogu, ale jeszcze się nad tym zastanowię.
Kocham Was.
J.

ROZDZIAŁ SZÓSTY.


Po powrocie wszyscy byliśmy strasznie zmęczeni. Poszłam do ‘mojego’ pokoju, włożyłam słuchawki do uszu, podgłaszając muzykę do bólu, abym nie słyszała nawet własnych myśli. Wbiłam wzrok w biały sufit. Nie zorientowałam się nawet, kiedy do pokoju wszedł tata. Zdjęłam słuchawki i usiadłam na łóżku. Tata uśmiechnął się do mnie i zaczął oglądać zdjęcia stojące na szafkach. Na dłużej zatrzymał się na tym, które ja wcześniej odwróciłam. Zabrał je i wyszedł. Po chwili słyszałam trzask kosza na śmieci. Znów zaczęłam płakać. Tak po prostu.  Ze zmęczenia osunęłam się na miękką poduszkę. Zasnęłam. Mimo tego, że zasnęłam o osiemnastej spałam do szóstej. Na szczęście była sobota, więc nie musiałam wstawać. Jednak to zrobiłam. Poczłapałam do kuchni, w której już siedział dziadek, z okularami na nosie przeglądał gazetę. Zrobiłam sobie herbatę i ukradłam dziadkowi jabłko, które zdążył obrać. Nieruszony zaczął obierać drugie. Mimo wczesnej pory i dnia o nazwie ‘sobota’ wszyscy domownicy nie spali.  Tata niedługo po mnie przyszedł do kuchni a chwilę potem usłyszeliśmy dźwięk odkurzacza. Tak, babcia czasu nie traci. Postanowiłam jej pomóc, gdyż miałam masę czasu i nic do roboty. Po półtorej godziny dom wprost lśnił. I znów nie miałam co robić. Usiadłam na krześle i chwilę denerwowałam śpiącego Shavo. Zadzwonił dzwonek do drzwi.  – Pewnie listonosz – powiedziałam podnosząc się. Otworzyłam drzwi i ujrzałam Marka.
– Cześć – powiedział szczerząc się serdecznie. – Stwierdziłaś wczoraj, że widzimy się jutro, więc jestem. Może jakiś spacer po okolicy? – zaproponował. Mróz był mniejszy niż wczoraj, więc zgodziłam się. Zaprosiłam go do kuchni, by poczekał, aż się przebiorę. Usiadł wygodnie na krześle witając dziadka po imieniu. Zrobiłam zdziwioną minę komentując tekstem ‘cóż za znajomości’ i migiem przebrałam się.  Pociągnęłam rzęsy tuszem i byłam gotowa. Marek oprowadził mnie po całej wiosce pokazując różne miejsca. Jednak najbardziej urzekł mnie staw z małym pomostem. Usiedliśmy na nim rozmawiając. Oboje opowiedzieliśmy coś o sobie. Nie pomyślałabym, że tyle nas łączy. I te najważniejsze przeżycia i najzwyklejsze pierdoły. Jego rodzice rozwiedli się dwa lata temu, ale on mieszka z matką, a nie tak jak ja - z ojcem. Jest jedynakiem. Nieszczęśliwie zakochany. Słodzi dwie łyżeczki. To tylko kilka z wielu innych. Po dwóch godzinach rozmowy, oboje zszokowani, że tyle mamy wspólnego postanowiliśmy iść do domów, co nie było wcale takie łatwe. Wstaliśmy i usiedliśmy znowu.
– Mój tyłek, brr..- stwierdził bez ogródek Marek. Parsknęłam głośnym śmiechem. Ostatecznie jednak udaliśmy się do domów, bo gdybyśmy posiedzieli tam dłużej z pewnością byłoby jeszcze gorzej.  Pokazał mi jeszcze, gdzie mieszka. Jak się okazało niedaleko mnie. Pożegnaliśmy się ciepłym uściskiem i rozeszliśmy w swoje strony.  W domu czekało na mnie pyszne spaghetti, herbata z cytryną i karteczka: „Musiałem pojechać załatwić pewną sprawę.  Wrócę późno. Tata”. Chwilę później babcia oznajmiła, że razem z dziadkiem jadą do jakiejś kuzynki, siostry, czy tam ciotki, nie pamiętam, nie słuchałam. Gdy tylko wyszli zadzwoniłam do Marka, żeby wpadł. Po paru minutach był pod drzwiami.
______
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale mój internet jest ostatnio baardzo powolny. Wybaczcie. Love Ya xx

wtorek, 10 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ PIATY.


Wczuwając się w dość poważną rozmowę kompletnie straciłyśmy poczucie czasu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i ze zgrozą stwierdziłam, że za pięć minut odjeżdża mój autobus a od kafejki do PKSa miałam kawałek drogi do przejścia. Ubrałam kurtkę i niezdarnie owinęłam szal wokół szyi. Żegnając się z Dominiką wybiegłam z kawiarenki. Galopem leciałam na przystanek. Zdążyłam dosłownie w ostatniej chwili. Podczas kasowania biletu kierowca miał ze mnie niezły ubaw -Rozpięta kurtka, potargane włosy i szal, który zwisał mi do kolan. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Usiadłam na pierwszym lepszym miejscu. Autobus miał mało przystanków, więc szybko byłam w domu. Kurczę, ale trudno mi się przyzwyczaić, że teraz dom moich dziadków jest także moim domem.  Przekroczyłam próg i odwiesiłam kurtkę. Weszłam do kuchni. Babcia smażyła naleśniki, (które jej roboty wprost uwielbiam) a dziadek marudził pod nosem podczas przeglądania gazety. Bezsilnie opadłam na krzesło i już miałam opowiadać mój sprint na autobus, lecz nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
– Otworzę – powiedziałam i ruszyłam się w stronę drzwi frontowych. Otwierając je doznałam szoku. Stał przede mną mój tata z walizkami. Był równo przestraszony i zdziwiony, co ja.
– Majka? Co ty tu robisz? – zapytał coraz szerzej otwierając oczy.
 – Może najpierw wejdziesz, pewnie zmarzłeś - powiedziałam wpuszczając go do środka. Zdjął płaszcz i wszedł za mną do kuchni. Dziadkowie bardzo ucieszyli się z wizyty taty. Nawet z tego, że przytargał dwie walizki. Ojciec powtórzył swoje pytanie, wciąż będąc bardzo zdumionym. Powiedziałam po prostu, że nie chciałam być ani minutę dłużej w jednym domu z tą kobietą, co się ponoć nazywa moją matką. Później ja zadałam mu takie samo pytanie, co on mi.
– Siedziałem trochę u kolegi, no, ale ile można mu zawracać głowę. Przyjechałem tu, bo zawsze jest tutaj dla mnie miejsce. – powiedział uśmiechając się do dziadka, który odwzajemnił mu szczerym, ciepłym uśmiechem. – Niedługo kupię jakiś mały dom i zabieram cię stąd. Do naszego wspólnego domu. – zwrócił się do mnie. Czułam wilgoć pod powiekami. Ale to były łzy szczęścia, nie żalu. Szybko zrobiłam gorącą herbatę a babcia podała naleśniki z miodem. Mmm. Tato miał się właśnie zabierać do konsumpcji, gdy nagle wskoczył mu na kolana Shavo. – Zabrałaś go ze sobą? – spytał mnie szczerząc się do kotka.
– Jasne, że tak. Przecież nie zostawiłabym go tam. -  powiedziałam. Odłożył Shavo na krzesło obok siebie i zaczął zajadać naleśniki. Po tym smacznym posiłku mimo siarczystego mrozu całą czwórką wybraliśmy się na spacer po zaśnieżonych łąkach. Wyobraźcie sobie moją furię, gdy oberwałam od taty śniegiem prosto w twarz. Szybko przewróciłam go na ziemię. Brakowało mi tego. Tych wygłupów z tatą. A już długo ich nie było mimo tego, że kilka dni temu mieszkaliśmy razem. Wiecznie się z matką kłócili.  Po półgodzinnym spacerze wróciliśmy do domu.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ CZWARTY.


Obudziła mnie babcia, wchodząc do mojego pokoju z tostami i gorącym kakao. Na początku byłam zdezorientowana, jak zawsze w nowym miejscu.  Moja głowa okropnie bolała od nadmiaru emocji i łez. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i zrobiłam dziwną minę. Była 5:30!
– O tej godzinie musisz tutaj wstawać – zaśmiała się babcia. Wykrzywiłam usta w grymasie, na co babcia roześmiała się.  Szybko zjadłam śniadanie. Grzebiąc długo w walizce wyciągnęłam szare rurki i cieplutki, niebieski sweter, ponieważ termometr za oknem wskazywał -8 stopni. Rozmawiałam jeszcze chwilę z babcią, która w międzyczasie szukała dla mnie tabletki na ból głowy.  Łyknęłam apap i poszłam wziąć szybki prysznic. Nałożyłam delikatny makijaż, chwyciłam torbę, pocałowałam dziadka w jego pomarszczone czoło, pogłaskałam Shavo i ruszyłam na przystanek. Autobus podjechał punktualnie o 6:50. Kupiłam bilet i poszłam wzdłuż autobusu szukając wolnego miejsca. Znalazłam je prawie, że na samym końcu. Stanęłam nad chłopakiem zaczytanym w jakąś książkę.
– Można? – zapytałam śmiało. Kiwnął potakująco głową. Zajęłam miejsce, poluzowałam miękki szal i próbowałam nawiązać znajomość.
– Jak masz na imię? – zaczęłam. Okazało się, że moim autobusowym towarzyszem jest Marek, mój rówieśnik. Niestety, chodzi do szkoły w innej miejscowości. Zaciekawiło go, co tu robię, zauważył, że jestem ‘nowa’. Mimo tego, że właściwie go nie znałam, zaufałam mu i opowiedziałam wszystko.  O bójce w szkole, o rodzicach. Autobus zatrzymał się na przystanku nieopodal mojej szkoły, akurat, gdy zakończyłam swój monolog. Podniosłam się z siedzenia i poczułam ciepłą dłoń Marka, na moim nadgarstku. Odwróciłam wzrok na niego, spojrzał tylko na mnie współczującym wzrokiem. – Pogadamy jutro – rzuciłam wysiadając. Śnieg skrzypiał pod moimi stopami, poczułam okropne zimno na policzkach. Szybko doszłam do szkoły, witając przed nią kumpli, którzy mieli zamiar pójść na malutkie wagary.  Weszłam do szatni, w której siedzieli i dyskutowali chłopacy. Chwilkę później, w rogu boksu zauważyłam Nikę, która ospale przebierała buty. Podniosła na mnie swoje niebieskie, roześmiane mimo niewyspania oczy i zrobiła dziwną minę. Wiedziałam, czemu. Nigdy nie byłam w szkole tak wcześnie.
– Cześć Majka – powiedziała radośnie.
– Hej. – odpowiedziałam dość smutno, ale chyba nie usłyszała tonu mojego głosu.  Szybko przebrałam buty, podniosłam się i odgarnęłam moją blond grzywkę, która i tak powrotem opadła mi na oko.  Ruszyłyśmy pod klasę biologii.
– Ej, Maja, widzę, że jesteś jakaś przybita, co jest? – rozgryzła mnie w końcu kumpela.
-Ech, długo by opowiadać – stwierdziłam. Jak na razie nie miałam ochoty na kolejne opowieści. Na moje szczęście zadzwonił dzwonek. Szybko weszłam do klasy tradycyjnie siadając w ostatniej ławce pod oknem.  Po chwili (także tradycyjnie) miejsce obok zajęła Dominika.  Nie dawała mi spokoju dręcząc mnie pytaniem pt. ‘opowiadaj, co się dzieje’. Napisałam jej na jakiejś starej ściądze, którą miałam w piórniku, żebyśmy po szkole poszły na kawę. Kiwnęła głową entuzjastycznie. Nika nie móc doczekać się, co się ze mną dzieje namówiła mnie na wagary. Zwinęłyśmy się po czterech lekcjach. Miałyśmy szczęście, że w szatni siedziała nasza zaprzyjaźniona szatniarka pani Krysia, która wypuściła nas z tekstem ‘uważajcie na siebie’. Ta kobieta jest niesamowita. Ruszyłyśmy do naszej ulubionej kafejki.  Zajęłyśmy miejsca w cichym rogu lokalu zdejmując kurtki. Dominika poszła zamówić to, co zawsze, czyli dwie latte, które w tej kawiarni podawali przepyszne. Gdy moja przyjaciółka razem ze szklankami usiadła naprzeciw mnie, zaczęłam opowiadać. Długo i szczegółowo. Chciałam się maksymalnie wygadać a wiedziałam, że kto, jak kto, ale Nika potrafiła mnie wysłuchać. Mówiłam prawie cały czas z zamkniętymi oczami. Kończąc otworzyłam je. Czułam, jak ciepła łza spływa po moim zmarzniętym policzku. Upiłam łyk kawy.  Dominika chwyciła moje dłonie i nie zaczęła mnie pocieszać. Walnęła kazanie, którego nigdy nie zapomnę. Podpowiadała, co mam zrobić. A najlepsze było to, że ani razu nie usłyszałam dennego ‘będzie dobrze’.  Chyba od tej pory będę na nią wołać ‘Pani psycholog’. Wspaniale jest mieć taką przyjaciółkę, jak ona.

piątek, 6 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ TRZECI.


- Mogę wejść, bo zmarzłam? – zapytałam śmiejąc się z ich min. Osłupiały dziadek gwałtownym ruchem zrobił mi miejsce, bym mogła przejść.
 – Co ty tu robisz, co się stało? – pytali na zmianę.  Babcia zabrała się za robienie herbaty, ja wypuściłam biednego, zmarzniętego Shavo, który natychmiast poznał dziadka i zaczął się do niego łasić. Długo milczałam myśląc jak im to oznajmić.
 – Pewnie lepiej by było, gdyby powiedział wam to tata. No, ale cóż. Otóż rodzice postanowili się rozwieść. – rzekłam bez zbędnych szczegółów. Dziadek chyba miał zamiar wyzywać ojca, ale w porę mu przerwałam. – To nie taty wina – ciągnęłam zaciskając powieki. – To mama go zdradziła. – głos mi się załamał i wybuchłam płaczem. Babcia podeszła i mocno mnie przytuliła. Właśnie tego potrzebowałam.  Żeby ktoś bez zbędnych słów szczerze mnie przytulił. Babcia dodała mi otuchy, dzięki czemu mogłam opowiadać dalej. Objęłam dłońmi gorący kubek herbaty, by ogrzać zmarznięte palce. – Tata wyprowadził się pewnie do jakiegoś kolegi, a ja po prostu nie mogłam zostać w domu. Razem z nią. Spakowałam się, wsiadłam w autobus i jestem. Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam. – mówiłam.
– Ależ skąd, promyczku. Wręcz przeciwnie – powiedziała babcia czule całując mnie w czoło.  Rozmawialiśmy jeszcze chwilę popijając herbatę. Później babcia pościeliła mi łóżko w dawnej sypialni taty. Kochany dziadek przygotował mi kąpiel. Wskoczyłam na chwilkę do wanny.  Z tej ‘chwilki’ zrobiło się półtorej godziny. Zanim poszłam spać pooglądałam trochę sypialnię taty. Podziwiając czarno-białe zdjęcia w podniszczonych ramkach usłyszałam skrzypnięcie drzwi
– Nic nie ruszaliśmy od wyprowadzki twojego ojca – powiedziała cicho babcia.
– A kto jest na tej fotografii? – Zapytałam wskazując zdjęcie, na którym przedstawiona była para zakochanych trzymających się za ręce.
– To twoi rodzice. – Odpowiedziała jeszcze ciszej.  Przyglądałam się jeszcze chwilę fotografii, po czym odwróciłam ją. – Idź spać, Majeczko, dobranoc. – Powiedziała babcia zamykając drzwi. Położyłam się ostrożnie na łóżku, by nie obudzić śpiącego na jego rogu Shavo. Stare sprężyny w materacu wydały charakterystyczny odgłos. Zasnęłam natychmiast, gdy tylko mój policzek dotknął chłodnej poduszki. Miałam piękny sen, za który oddałabym miliony, by stał się rzeczywistością. Siedziałam w moim aktualnym pokoju na łóżku, z Shavo na kolanach. Przyszedł do mnie Krzysiek ze złamanym nosem i podwiędłą różą, pocałował mnie i wyznał mi miłość. Chwilę później do pokoju weszli rodzice, trzymali się za ręce, byli szczęśliwi. Oznajmili mi, że ze zdradą i rozwodem tylko sobie żartowali, że chcieli sprawdzić moją reakcję. Byłam na nich wściekła, ale równocześnie szczęśliwa jak nigdy w życiu. Ukochany mężczyzna czuł to samo do mnie, co ja do niego, rodzice mocno się kochali i w dodatku mama miała lekko zaokrąglony brzuch.  Nagle obudziłam się. Spojrzałam na ekran telefonu, dochodziła pierwsza w nocy. Usiadłam na łóżku po turecku i cicho płakałam. Chciałabym, żeby ten sen był prawdziwy, albo, żeby się spełnił... Ponownie położyłam się, zasnęłam błyskawicznie.
_______
nie żeby coś, ale nie mam z waszej strony żadnej motywacji, help..
Love Ya.