piątek, 20 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ SZÓSTY.


Po powrocie wszyscy byliśmy strasznie zmęczeni. Poszłam do ‘mojego’ pokoju, włożyłam słuchawki do uszu, podgłaszając muzykę do bólu, abym nie słyszała nawet własnych myśli. Wbiłam wzrok w biały sufit. Nie zorientowałam się nawet, kiedy do pokoju wszedł tata. Zdjęłam słuchawki i usiadłam na łóżku. Tata uśmiechnął się do mnie i zaczął oglądać zdjęcia stojące na szafkach. Na dłużej zatrzymał się na tym, które ja wcześniej odwróciłam. Zabrał je i wyszedł. Po chwili słyszałam trzask kosza na śmieci. Znów zaczęłam płakać. Tak po prostu.  Ze zmęczenia osunęłam się na miękką poduszkę. Zasnęłam. Mimo tego, że zasnęłam o osiemnastej spałam do szóstej. Na szczęście była sobota, więc nie musiałam wstawać. Jednak to zrobiłam. Poczłapałam do kuchni, w której już siedział dziadek, z okularami na nosie przeglądał gazetę. Zrobiłam sobie herbatę i ukradłam dziadkowi jabłko, które zdążył obrać. Nieruszony zaczął obierać drugie. Mimo wczesnej pory i dnia o nazwie ‘sobota’ wszyscy domownicy nie spali.  Tata niedługo po mnie przyszedł do kuchni a chwilę potem usłyszeliśmy dźwięk odkurzacza. Tak, babcia czasu nie traci. Postanowiłam jej pomóc, gdyż miałam masę czasu i nic do roboty. Po półtorej godziny dom wprost lśnił. I znów nie miałam co robić. Usiadłam na krześle i chwilę denerwowałam śpiącego Shavo. Zadzwonił dzwonek do drzwi.  – Pewnie listonosz – powiedziałam podnosząc się. Otworzyłam drzwi i ujrzałam Marka.
– Cześć – powiedział szczerząc się serdecznie. – Stwierdziłaś wczoraj, że widzimy się jutro, więc jestem. Może jakiś spacer po okolicy? – zaproponował. Mróz był mniejszy niż wczoraj, więc zgodziłam się. Zaprosiłam go do kuchni, by poczekał, aż się przebiorę. Usiadł wygodnie na krześle witając dziadka po imieniu. Zrobiłam zdziwioną minę komentując tekstem ‘cóż za znajomości’ i migiem przebrałam się.  Pociągnęłam rzęsy tuszem i byłam gotowa. Marek oprowadził mnie po całej wiosce pokazując różne miejsca. Jednak najbardziej urzekł mnie staw z małym pomostem. Usiedliśmy na nim rozmawiając. Oboje opowiedzieliśmy coś o sobie. Nie pomyślałabym, że tyle nas łączy. I te najważniejsze przeżycia i najzwyklejsze pierdoły. Jego rodzice rozwiedli się dwa lata temu, ale on mieszka z matką, a nie tak jak ja - z ojcem. Jest jedynakiem. Nieszczęśliwie zakochany. Słodzi dwie łyżeczki. To tylko kilka z wielu innych. Po dwóch godzinach rozmowy, oboje zszokowani, że tyle mamy wspólnego postanowiliśmy iść do domów, co nie było wcale takie łatwe. Wstaliśmy i usiedliśmy znowu.
– Mój tyłek, brr..- stwierdził bez ogródek Marek. Parsknęłam głośnym śmiechem. Ostatecznie jednak udaliśmy się do domów, bo gdybyśmy posiedzieli tam dłużej z pewnością byłoby jeszcze gorzej.  Pokazał mi jeszcze, gdzie mieszka. Jak się okazało niedaleko mnie. Pożegnaliśmy się ciepłym uściskiem i rozeszliśmy w swoje strony.  W domu czekało na mnie pyszne spaghetti, herbata z cytryną i karteczka: „Musiałem pojechać załatwić pewną sprawę.  Wrócę późno. Tata”. Chwilę później babcia oznajmiła, że razem z dziadkiem jadą do jakiejś kuzynki, siostry, czy tam ciotki, nie pamiętam, nie słuchałam. Gdy tylko wyszli zadzwoniłam do Marka, żeby wpadł. Po paru minutach był pod drzwiami.
______
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale mój internet jest ostatnio baardzo powolny. Wybaczcie. Love Ya xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz