Wczuwając się w dość poważną rozmowę kompletnie straciłyśmy poczucie czasu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i ze zgrozą stwierdziłam, że za pięć minut odjeżdża mój autobus a od kafejki do PKSa miałam kawałek drogi do przejścia. Ubrałam kurtkę i niezdarnie owinęłam szal wokół szyi. Żegnając się z Dominiką wybiegłam z kawiarenki. Galopem leciałam na przystanek. Zdążyłam dosłownie w ostatniej chwili. Podczas kasowania biletu kierowca miał ze mnie niezły ubaw -Rozpięta kurtka, potargane włosy i szal, który zwisał mi do kolan. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Usiadłam na pierwszym lepszym miejscu. Autobus miał mało przystanków, więc szybko byłam w domu. Kurczę, ale trudno mi się przyzwyczaić, że teraz dom moich dziadków jest także moim domem. Przekroczyłam próg i odwiesiłam kurtkę. Weszłam do kuchni. Babcia smażyła naleśniki, (które jej roboty wprost uwielbiam) a dziadek marudził pod nosem podczas przeglądania gazety. Bezsilnie opadłam na krzesło i już miałam opowiadać mój sprint na autobus, lecz nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
– Otworzę – powiedziałam i ruszyłam się w stronę drzwi frontowych. Otwierając je doznałam szoku. Stał przede mną mój tata z walizkami. Był równo przestraszony i zdziwiony, co ja.
– Majka? Co ty tu robisz? – zapytał coraz szerzej otwierając oczy.
– Może najpierw wejdziesz, pewnie zmarzłeś - powiedziałam wpuszczając go do środka. Zdjął płaszcz i wszedł za mną do kuchni. Dziadkowie bardzo ucieszyli się z wizyty taty. Nawet z tego, że przytargał dwie walizki. Ojciec powtórzył swoje pytanie, wciąż będąc bardzo zdumionym. Powiedziałam po prostu, że nie chciałam być ani minutę dłużej w jednym domu z tą kobietą, co się ponoć nazywa moją matką. Później ja zadałam mu takie samo pytanie, co on mi.
– Siedziałem trochę u kolegi, no, ale ile można mu zawracać głowę. Przyjechałem tu, bo zawsze jest tutaj dla mnie miejsce. – powiedział uśmiechając się do dziadka, który odwzajemnił mu szczerym, ciepłym uśmiechem. – Niedługo kupię jakiś mały dom i zabieram cię stąd. Do naszego wspólnego domu. – zwrócił się do mnie. Czułam wilgoć pod powiekami. Ale to były łzy szczęścia, nie żalu. Szybko zrobiłam gorącą herbatę a babcia podała naleśniki z miodem. Mmm. Tato miał się właśnie zabierać do konsumpcji, gdy nagle wskoczył mu na kolana Shavo. – Zabrałaś go ze sobą? – spytał mnie szczerząc się do kotka.
– Jasne, że tak. Przecież nie zostawiłabym go tam. - powiedziałam. Odłożył Shavo na krzesło obok siebie i zaczął zajadać naleśniki. Po tym smacznym posiłku mimo siarczystego mrozu całą czwórką wybraliśmy się na spacer po zaśnieżonych łąkach. Wyobraźcie sobie moją furię, gdy oberwałam od taty śniegiem prosto w twarz. Szybko przewróciłam go na ziemię. Brakowało mi tego. Tych wygłupów z tatą. A już długo ich nie było mimo tego, że kilka dni temu mieszkaliśmy razem. Wiecznie się z matką kłócili. Po półgodzinnym spacerze wróciliśmy do domu.
– Otworzę – powiedziałam i ruszyłam się w stronę drzwi frontowych. Otwierając je doznałam szoku. Stał przede mną mój tata z walizkami. Był równo przestraszony i zdziwiony, co ja.
– Majka? Co ty tu robisz? – zapytał coraz szerzej otwierając oczy.
– Może najpierw wejdziesz, pewnie zmarzłeś - powiedziałam wpuszczając go do środka. Zdjął płaszcz i wszedł za mną do kuchni. Dziadkowie bardzo ucieszyli się z wizyty taty. Nawet z tego, że przytargał dwie walizki. Ojciec powtórzył swoje pytanie, wciąż będąc bardzo zdumionym. Powiedziałam po prostu, że nie chciałam być ani minutę dłużej w jednym domu z tą kobietą, co się ponoć nazywa moją matką. Później ja zadałam mu takie samo pytanie, co on mi.
– Siedziałem trochę u kolegi, no, ale ile można mu zawracać głowę. Przyjechałem tu, bo zawsze jest tutaj dla mnie miejsce. – powiedział uśmiechając się do dziadka, który odwzajemnił mu szczerym, ciepłym uśmiechem. – Niedługo kupię jakiś mały dom i zabieram cię stąd. Do naszego wspólnego domu. – zwrócił się do mnie. Czułam wilgoć pod powiekami. Ale to były łzy szczęścia, nie żalu. Szybko zrobiłam gorącą herbatę a babcia podała naleśniki z miodem. Mmm. Tato miał się właśnie zabierać do konsumpcji, gdy nagle wskoczył mu na kolana Shavo. – Zabrałaś go ze sobą? – spytał mnie szczerząc się do kotka.
– Jasne, że tak. Przecież nie zostawiłabym go tam. - powiedziałam. Odłożył Shavo na krzesło obok siebie i zaczął zajadać naleśniki. Po tym smacznym posiłku mimo siarczystego mrozu całą czwórką wybraliśmy się na spacer po zaśnieżonych łąkach. Wyobraźcie sobie moją furię, gdy oberwałam od taty śniegiem prosto w twarz. Szybko przewróciłam go na ziemię. Brakowało mi tego. Tych wygłupów z tatą. A już długo ich nie było mimo tego, że kilka dni temu mieszkaliśmy razem. Wiecznie się z matką kłócili. Po półgodzinnym spacerze wróciliśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz