Obudziła mnie babcia, wchodząc do mojego pokoju z tostami i gorącym kakao. Na początku byłam zdezorientowana, jak zawsze w nowym miejscu. Moja głowa okropnie bolała od nadmiaru emocji i łez. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i zrobiłam dziwną minę. Była 5:30!
– O tej godzinie musisz tutaj wstawać – zaśmiała się babcia. Wykrzywiłam usta w grymasie, na co babcia roześmiała się. Szybko zjadłam śniadanie. Grzebiąc długo w walizce wyciągnęłam szare rurki i cieplutki, niebieski sweter, ponieważ termometr za oknem wskazywał -8 stopni. Rozmawiałam jeszcze chwilę z babcią, która w międzyczasie szukała dla mnie tabletki na ból głowy. Łyknęłam apap i poszłam wziąć szybki prysznic. Nałożyłam delikatny makijaż, chwyciłam torbę, pocałowałam dziadka w jego pomarszczone czoło, pogłaskałam Shavo i ruszyłam na przystanek. Autobus podjechał punktualnie o 6:50. Kupiłam bilet i poszłam wzdłuż autobusu szukając wolnego miejsca. Znalazłam je prawie, że na samym końcu. Stanęłam nad chłopakiem zaczytanym w jakąś książkę.
– Można? – zapytałam śmiało. Kiwnął potakująco głową. Zajęłam miejsce, poluzowałam miękki szal i próbowałam nawiązać znajomość.
– Jak masz na imię? – zaczęłam. Okazało się, że moim autobusowym towarzyszem jest Marek, mój rówieśnik. Niestety, chodzi do szkoły w innej miejscowości. Zaciekawiło go, co tu robię, zauważył, że jestem ‘nowa’. Mimo tego, że właściwie go nie znałam, zaufałam mu i opowiedziałam wszystko. O bójce w szkole, o rodzicach. Autobus zatrzymał się na przystanku nieopodal mojej szkoły, akurat, gdy zakończyłam swój monolog. Podniosłam się z siedzenia i poczułam ciepłą dłoń Marka, na moim nadgarstku. Odwróciłam wzrok na niego, spojrzał tylko na mnie współczującym wzrokiem. – Pogadamy jutro – rzuciłam wysiadając. Śnieg skrzypiał pod moimi stopami, poczułam okropne zimno na policzkach. Szybko doszłam do szkoły, witając przed nią kumpli, którzy mieli zamiar pójść na malutkie wagary. Weszłam do szatni, w której siedzieli i dyskutowali chłopacy. Chwilkę później, w rogu boksu zauważyłam Nikę, która ospale przebierała buty. Podniosła na mnie swoje niebieskie, roześmiane mimo niewyspania oczy i zrobiła dziwną minę. Wiedziałam, czemu. Nigdy nie byłam w szkole tak wcześnie.
– Cześć Majka – powiedziała radośnie.
– Hej. – odpowiedziałam dość smutno, ale chyba nie usłyszała tonu mojego głosu. Szybko przebrałam buty, podniosłam się i odgarnęłam moją blond grzywkę, która i tak powrotem opadła mi na oko. Ruszyłyśmy pod klasę biologii.
– Ej, Maja, widzę, że jesteś jakaś przybita, co jest? – rozgryzła mnie w końcu kumpela.
-Ech, długo by opowiadać – stwierdziłam. Jak na razie nie miałam ochoty na kolejne opowieści. Na moje szczęście zadzwonił dzwonek. Szybko weszłam do klasy tradycyjnie siadając w ostatniej ławce pod oknem. Po chwili (także tradycyjnie) miejsce obok zajęła Dominika. Nie dawała mi spokoju dręcząc mnie pytaniem pt. ‘opowiadaj, co się dzieje’. Napisałam jej na jakiejś starej ściądze, którą miałam w piórniku, żebyśmy po szkole poszły na kawę. Kiwnęła głową entuzjastycznie. Nika nie móc doczekać się, co się ze mną dzieje namówiła mnie na wagary. Zwinęłyśmy się po czterech lekcjach. Miałyśmy szczęście, że w szatni siedziała nasza zaprzyjaźniona szatniarka pani Krysia, która wypuściła nas z tekstem ‘uważajcie na siebie’. Ta kobieta jest niesamowita. Ruszyłyśmy do naszej ulubionej kafejki. Zajęłyśmy miejsca w cichym rogu lokalu zdejmując kurtki. Dominika poszła zamówić to, co zawsze, czyli dwie latte, które w tej kawiarni podawali przepyszne. Gdy moja przyjaciółka razem ze szklankami usiadła naprzeciw mnie, zaczęłam opowiadać. Długo i szczegółowo. Chciałam się maksymalnie wygadać a wiedziałam, że kto, jak kto, ale Nika potrafiła mnie wysłuchać. Mówiłam prawie cały czas z zamkniętymi oczami. Kończąc otworzyłam je. Czułam, jak ciepła łza spływa po moim zmarzniętym policzku. Upiłam łyk kawy. Dominika chwyciła moje dłonie i nie zaczęła mnie pocieszać. Walnęła kazanie, którego nigdy nie zapomnę. Podpowiadała, co mam zrobić. A najlepsze było to, że ani razu nie usłyszałam dennego ‘będzie dobrze’. Chyba od tej pory będę na nią wołać ‘Pani psycholog’. Wspaniale jest mieć taką przyjaciółkę, jak ona.
– O tej godzinie musisz tutaj wstawać – zaśmiała się babcia. Wykrzywiłam usta w grymasie, na co babcia roześmiała się. Szybko zjadłam śniadanie. Grzebiąc długo w walizce wyciągnęłam szare rurki i cieplutki, niebieski sweter, ponieważ termometr za oknem wskazywał -8 stopni. Rozmawiałam jeszcze chwilę z babcią, która w międzyczasie szukała dla mnie tabletki na ból głowy. Łyknęłam apap i poszłam wziąć szybki prysznic. Nałożyłam delikatny makijaż, chwyciłam torbę, pocałowałam dziadka w jego pomarszczone czoło, pogłaskałam Shavo i ruszyłam na przystanek. Autobus podjechał punktualnie o 6:50. Kupiłam bilet i poszłam wzdłuż autobusu szukając wolnego miejsca. Znalazłam je prawie, że na samym końcu. Stanęłam nad chłopakiem zaczytanym w jakąś książkę.
– Można? – zapytałam śmiało. Kiwnął potakująco głową. Zajęłam miejsce, poluzowałam miękki szal i próbowałam nawiązać znajomość.
– Jak masz na imię? – zaczęłam. Okazało się, że moim autobusowym towarzyszem jest Marek, mój rówieśnik. Niestety, chodzi do szkoły w innej miejscowości. Zaciekawiło go, co tu robię, zauważył, że jestem ‘nowa’. Mimo tego, że właściwie go nie znałam, zaufałam mu i opowiedziałam wszystko. O bójce w szkole, o rodzicach. Autobus zatrzymał się na przystanku nieopodal mojej szkoły, akurat, gdy zakończyłam swój monolog. Podniosłam się z siedzenia i poczułam ciepłą dłoń Marka, na moim nadgarstku. Odwróciłam wzrok na niego, spojrzał tylko na mnie współczującym wzrokiem. – Pogadamy jutro – rzuciłam wysiadając. Śnieg skrzypiał pod moimi stopami, poczułam okropne zimno na policzkach. Szybko doszłam do szkoły, witając przed nią kumpli, którzy mieli zamiar pójść na malutkie wagary. Weszłam do szatni, w której siedzieli i dyskutowali chłopacy. Chwilkę później, w rogu boksu zauważyłam Nikę, która ospale przebierała buty. Podniosła na mnie swoje niebieskie, roześmiane mimo niewyspania oczy i zrobiła dziwną minę. Wiedziałam, czemu. Nigdy nie byłam w szkole tak wcześnie.
– Cześć Majka – powiedziała radośnie.
– Hej. – odpowiedziałam dość smutno, ale chyba nie usłyszała tonu mojego głosu. Szybko przebrałam buty, podniosłam się i odgarnęłam moją blond grzywkę, która i tak powrotem opadła mi na oko. Ruszyłyśmy pod klasę biologii.
– Ej, Maja, widzę, że jesteś jakaś przybita, co jest? – rozgryzła mnie w końcu kumpela.
-Ech, długo by opowiadać – stwierdziłam. Jak na razie nie miałam ochoty na kolejne opowieści. Na moje szczęście zadzwonił dzwonek. Szybko weszłam do klasy tradycyjnie siadając w ostatniej ławce pod oknem. Po chwili (także tradycyjnie) miejsce obok zajęła Dominika. Nie dawała mi spokoju dręcząc mnie pytaniem pt. ‘opowiadaj, co się dzieje’. Napisałam jej na jakiejś starej ściądze, którą miałam w piórniku, żebyśmy po szkole poszły na kawę. Kiwnęła głową entuzjastycznie. Nika nie móc doczekać się, co się ze mną dzieje namówiła mnie na wagary. Zwinęłyśmy się po czterech lekcjach. Miałyśmy szczęście, że w szatni siedziała nasza zaprzyjaźniona szatniarka pani Krysia, która wypuściła nas z tekstem ‘uważajcie na siebie’. Ta kobieta jest niesamowita. Ruszyłyśmy do naszej ulubionej kafejki. Zajęłyśmy miejsca w cichym rogu lokalu zdejmując kurtki. Dominika poszła zamówić to, co zawsze, czyli dwie latte, które w tej kawiarni podawali przepyszne. Gdy moja przyjaciółka razem ze szklankami usiadła naprzeciw mnie, zaczęłam opowiadać. Długo i szczegółowo. Chciałam się maksymalnie wygadać a wiedziałam, że kto, jak kto, ale Nika potrafiła mnie wysłuchać. Mówiłam prawie cały czas z zamkniętymi oczami. Kończąc otworzyłam je. Czułam, jak ciepła łza spływa po moim zmarzniętym policzku. Upiłam łyk kawy. Dominika chwyciła moje dłonie i nie zaczęła mnie pocieszać. Walnęła kazanie, którego nigdy nie zapomnę. Podpowiadała, co mam zrobić. A najlepsze było to, że ani razu nie usłyszałam dennego ‘będzie dobrze’. Chyba od tej pory będę na nią wołać ‘Pani psycholog’. Wspaniale jest mieć taką przyjaciółkę, jak ona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz